Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolendra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolendra. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 sierpnia 2016

Zupa Pho Bo

Dzisiaj będzie o wietnamskiej zupie. Nie jest to zwykła zupa, jest to kultowe danie, które popularne jest w całym Wietnamie. Zupę tą można jeść na śniadanie, obiad lub kolację. Uwaga niektórzy porównują ją do kochanki, gdyby ją mieć codziennie to szybko by się znudziła, podczas gdy ryż jest jak dobra żona i można go jeść codziennie ;-).  Zupa ta uwiodła mnie jeszcze zanim udałam się do Azji. Jakiś czas temu namiętnie produkowała ją jedna z sieciówek z azjatyckim jedzeniem, i właśnie tam zjadłam ją pierwszy raz, nie wiedząc nawet że nazywa się zupą Pho. 
        Zupa Pho może występować w dwóch wariantach: z wołowiną, czyli Pho Bo lub z kuczakiem, czyli Pho Ga. Nisamowicie pachnący rosół z dodatkiem opalonego imbiru i cebuli, do tego przyprawy prażone na patelni, makaron ryżowy, mięso, dymka, kiełki fasoli i kolendra. Skropione to wszystko sokiem z limonki, doprawione sosem rybnym, sojowym i specjalnym czosnkiem marynowanym w occie. Można powiedzieć, ze każdy kucharz ma swój sposób na zupę pho, ale bogaty i intensywny smak bulionu można uzyskac tylko dzięki kościom wołowym.  Nie wiem czy jest ktoś, kto był w Wietnamie kto nie próbował tego specjału, a jeśli próbował z pewnością będzie usatysfakcjonowany moją wersją. Można powiedzieć, że jest trochę jak kwaśna pho chua, z uwagi na to że lubię ją doprawiać czosnkiem w occie.  Pomimo tego, że Wietnam, jest krajem z ponad 3500 letnią historią to tak bardzo popularna zupa została wymyślona na początku XX wieku. W Polsce zupa Pho stała się popularna dzięki stolicy, bo tam właśnie swego czasu przebywała największa ilość ludności wietnamskiej. Polacy rozkochali się z tym daniu dzięki budkom na Stadionie Dziesięciolecia, a po zamknięciu Stadionu a tym samym najlepszej budki z zupą Pho, jej wielbiciele byli wręcz załamani ;-). Dlatego też nie dziwi mnie werdykt Michelin a propo budki z makaronem i ryżem w Singapurze, gdzie dania kosztują kilka złotych. Serdecznie gratuluję kucharzowi i życzę mu wspaniałeś restauracji. Kuchnia azjatycka broni się smakiem bez wykwintnych składników i metod jak z pracowni chemicznej.
        Zupie Pho towarzyszy specjalny rytułał jej spożywania. Otóż je się ją pałeczkami, wyławiając z niej makaron, mięso i dodatki, a rosół wypija się wprost z miski. Ja preferuję używanie pałeczek i łyżki ;-). To że używa się pałeczek wcale mnie nie dziwi bo łyżką dość trudno wyłowić długie nitki makaronu. Smacznego :)


Zupa Pho Bo
(ok 5 porcji)
  • 1,5 kg mięsa wołowego z kością
  • ok 300 g wołowiny na steka
  • 8 cm korzeń imbiru
  • 1,5 cebuli
  • 2 szalotki
  • 5 gwiazd anyżu
  • 1 łyżeczka nasion kolendry
  • 4 goździki
  • 2 ziarna czarnego kardamonu
  • 1 laska cynamonu
  • 4 ząbki czosnku w całości w łupinach
  •  bryłka (ok 40 g) cukru palmowego
  • 1 limonka
  • 4 łyżki sosu rybnego
  • 1 pęczek dymki
  • 300 g kiełków fasoli mung
  • 400 g (ok 2 paczek) makaronu ryżowego 
  • 3 łyżki octu ryżowego do zakwaszenia wody do gotowania makaronu
  • sól
do podania:
  • 1 limonka pokrojona na ćwiartki
  • sos sojowy jasny
  • czosnek w occie :4 zabki czonsku, 3 papryczki chili (opcjonalnie), 3 łyżki sosu rybnego, 1 łyżka brązowego cukru, 3 łyzki octu ryżowego, 150 ml wody

Zagotować w garnku wodę , włożyć mięso z kośćmi do garnka  i gotować przez 10 min. Opłukać mięso w zimnej wodzie i oczyscić z szumowin.  Przełożyć oczyszczoną z szumowin wołowinę z kościmi do wysokiego garnka z zimną wodą (ok 3 litrów). 
Cebulę obrać przekroić na pół, szalotki obrać ale pozostawić w całości, imbir przekroić wzdłuż. Następnie opalać cebulę, szalotkę i imbir nad palnikiem, tak aby były lekko czarne. Warzywa dodać do garnka z wodą i mięsem, dodać  rozgniecione ząbki czosnku w łupinach oraz 2,5 łyżki soli. 
Wywar gotować min 3 h. 
Na dwie godziny przed końcem gotowania dodać uprażone na patelni nasiona kolendry, kardamon, cynamon,  anyż i goździki. Zupę doprawić sosem rybnym, cukrem palmowym oraz sokiem z jednej limonki. Gotowy bulion przecedzić.  
Wołowinę pokroić bardzo ostrym nożem w cienkie plasterki (ok 2 mm). Można uprzednio ją zmrozic przez ok 30-45 min w zamrażalniku, aby łatwiej się kroiło. Plasterki można rozbić jeszcze na desce tłuczkiem. 
Posiekać dymkę. 
Zalać wrzątkiem kiełki fasoli i trzymać przez 5 min, następnie odcedzić. 
W miedzyczasie przygotować makaron ryżowy zgodnie z przepisem na opakowaniu. Makaron gotować w zakwaszonej octem ryżowym i posolonej wodzie. Odcedzać makaron bez przelewania zimną wodą, aby był bardzo gorący przed nałożeniem do miski. 
Gorący makaron nałożyć do misek i posypać posiekaną dymką. Ułożyć na makaronie plasterki wołowiny i zalać mięso wrzącym bulionem.  Talerze udekorować obficie kolendrą.

Doprawić zupę do smaku sosem sojowym, sokiem z limonki, chili, czosnkiem w occie. 


Przepis na czosnek w occie: 
Wodę zagotowujemy, dodajemy pokrojony w cienkie plasterki czosnek, cukier brązowy, sos rybny i od razu zdejmujemy z palnika. 
Przelewamy do naczynia, dodajemy pokrojone w paseczki papryczki chilli, oraz  ocet. 


środa, 25 czerwca 2014

Rosół z nadziewnymi grzybami

Dzisiaj będą wpominki ;-).. rzadko to robię, ale dzisiaj na prawdę napiszę o kilku wspomnieniach. Nie będą to wspomnienia bardzo romantyczne, o zapachach z kuchni w rodzinnym domu, ani żadne takie och.. ach.. Moja mama bezdyskusyjnie wspaniale gotuje, uwielbiam jej kuchnię i często dzwonię, aby podpytać jak przyrządza tradycyjne polskie dania. Ulubioną zupą mojej mamy jest... rosół, który na moją zgubę serwowała co niedziela, gdy byłam dzieckiem. Tak bardzo nie lubię tradycyjnego rosołu jak moja mama krewetek ;-). Zatem dzisiejszy rosół będzie po mojemu. Rosół tajski doprawiony jest sosem rybnym a pływają w nim  nadziewane wieprzowiną i orzechawmi wodnymi grzyby. Idealnym wykończeniem tej zupy są poszarpane liście szpinaku. Powiem krótko...  nie lubię rosłów, ale ten z książki "Kuchnia tajska - to proste"  Sallie Morris przypadł mi do gustu :). Cała książka (oprócz deserów) przypadła mi do gustu, piękne wydanie na dużym formacie, wypełnione jest fantastycznymi przepisami i do tego piękne zdjęcia, na których wyeksponowane jest tylko jedzenie bez zbędnych dodatków. Orzechy wodne które są jednym ze składników farszu są dość trudno dostępne, dlatego wydaje mi się że w ostateczności można je pominąć. Uwaga! orzechy wodne niewiele mają wspólnego z orzechami, które znamy. Wyglądają jak raczej jak małe ziemniaczki lub rzodkiewki i są kompletnie bez smaku. Kupiłam całą puszkę i z reszty orzechów przygotowałam tajski deser, ale nie podzielę się z Wami tym przepisem bo mi niestety nie smakował :(. Słodycze tajskie, jakoś do mnie nie przemawiają. Jeśli jakiś mi posmakuje to może kiedyś pojawi się na blogu, może sorbet z mango? :)


Rosół z nadziewanymi grzybami
(3 porcje)

  • 9 pieczarek (grzybków chińskich lub shiitake)
  • 1 1/4 szklanki bulionu drobiowego
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • garść świeżego szpinaku
nadzienie:
  • 80 g wieprzowiny mielonej
  • 1/2 ząbka czosnku
  • 1 łodyga kolendry (opcjonalnie)
  • 1 łyżeczka sosu sojowego
  • 1 młoda dymka, posiekana
  • 3 orzechy wodne
  • sól, świeżo zmielony zielony pieprz

Odcinamy trzony grzybów, kapelusze pozostawiamy w całości. Jeśli używamy suszonych grzybów namaczamy je przez ok 20-30 min w 2/3 szklanki ciepłej wody. Po tym czasie je odcedzamy a wodę z moczenia dodajemy do garnka z bulionem. Jeśli używamy świeżych pieczarek dolewamy do bulionu 2/3 szklanki wody lub wywaru z warzyw lub wody z parowaru (po gotowaniu pieczarek). 
Umieszczamy wieprzowinę, przeciśniety przez praskę czosnek i posiekaną dymkę, łodygę kolendry, sos sojowy i orzechy wodne w pojemniku robota kuchennego. Doprawiamy całość solą i pieprzem a następnie miksujemy na gładką pastę.  
Nadziewamy kapelusze grzybów pastą i wstawiamy do nagrzanego parowaru (lub innym urządzeniu do gotowania na parze). Grzyby gotujemy przez ok. 15 min. Zagotowujemy w tym czasie bulion z kurczaka, wlewamy sos rybny i doprawiamy do smaku solą i pieprzem.               
Wkładamy ugotowane grzyby do miseczek, dodajemy poszarpane na kawałeczki listki szpinaku, zalewamy gorącym rosołem i dekorujemy kilkoma listkami kolendry.




piątek, 22 listopada 2013

Pasta z ciecierzycy

Znudzona zwykłymi kanapkami śniadaniowymi z wędlinami napakowanymi chemią, zaczęłam przygotowywać pasty do kanapek i jestem zachwycona. Dzisiejsza smakuje prawie jak pasztet, Teofil powiedział że jak pasztet sojowy :). Ja nigdy nie jadłam sojowego pasztetu, ale wierzę mu na słowo ;-). Pasta jest z cieciorki, ale nie jest to humus, jej smak doskonale podkreśla podpieczony czosnek, ostra papryka i świeża kolendra. Pasuje do chrupkiego pieczywa, ja polecam też łączyć z żytnim chlebem fitness.



Pasta z ciecierzycy
(2 porcje)

  • 1/2 puszki (ok 120 g) ciecierzycy
  • 3 ząbki czosnku
  • garstka świeżej, posiekanej kolendry
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • szczypta ostrej papryki
  • szczypta słodkiej papryki
  • sól
  • czarny pieprz
  • szczypta mielonego kminu rzymskiego

Czosnek obrać, posiekać, krótko podsmażyć na oliwie,.Osączoną ciecierzycę zmiksować wraz czosnkiem (razem z oliwą ze smażenia). Do masy dodać sok z cytryny, sól, pieprz i kmin rzymski i szczyptę ostrej papryki. Pastę podawać z chrupkim pieczywem, sucharkami lub żytnim pieczywem fitness,  przybraną świeżą kolendrą i posypaną słodką papryką w proszku. 
Śniadania do pracy/szkoły
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...